SERWIS O ŻYCIU W PRZESTRZENI MIEJSKIEJ I ARCHITEKTURZE

REDAKCJA

REKLAMA

Szalona historia komputerów pierwszy raz na papierze

Strona główna Informacje Szalona historia komputerów pierwszy raz na papierze

Rozmowa z Marcinem Koziołem, autorem książki “Szalona historia komputerów”.

 

 

Szalona historia komputerów…

Tak, szalona… To prawda. Jak w tytule mojej książki – historia komputerów jest naprawdę szalona. Pełna szalonych odkryć. A nie byłoby tych odkryć bez nadzwyczajnych ludzi. To znaczy takich, którym wpadła do głowy jakaś idea, przez innych postrzegana jako szalona, jednak oni dążyli do jej realizacji, wierząc, że z tego może powstać coś niezwykłego… To książka o maszynach, ale też o ich twórcach. Ludziach z szaloną wyobraźnią!

 

Dożyliśmy interesujących czasów, w których powstają książki o historii komputerów. Skąd wziął się Pana pomysł na opisanie świata, którego my się uczyliśmy, a dzieci mają z nim do czynieni od kołyski?

Nasze pokolenie doświadczało przełomu. Żyliśmy na granicy między erą przed- i pokomputerową (AC i BC, socjologowie wymyślili sobie niegdyś termin o pokoleniu „after/before computer”). Dla mnie tą granicą jest początek lat osiemdziesiątych, kiedy komputery stały się na tyle małe i umiarkowanie kosztowe (choć to względna sprawa, bo na przykład Commodore 64 kosztował tyle, co 11 średnich pensji), by trafić do naszych domów. Dzieci mają teraz komputery w kieszeniach i plecakach – smartfony i tablety. W domu używają laptopów i konsol, choć pewnie rzadziej niż urządzeń przenośnych. Patrzą na te urządzenia jak na coś, co po prostu jest. Wydaje im się, że zawsze było… A skąd się wzięło?! Jak działa?! Taka książka to okazja do zainteresowania się komputerem jako czymś znacznie więcej niż zabawką, odtwarzaczem wideo i muzyki. Poznanie historii niezwykłych odkryć może inspirować do tego, by samemu polować na „szalone pomysły” i dalej rozwijać technologie…

docent-piec-procent-i-szalona-historia-komputerow-1Czytałem Pana książkę i stwierdzam, że „Szalona historia komputerów” jest i dla mnie, i dla dzieci… To może trochę niepokojące, ale takie mam odczucie. Czy to świadomy zabieg?

 

Jak najbardziej. Ta książka może być okazją do wspólnego czytania z dzieckiem. A przynajmniej do rozmów z nim. Rodzice czytając i oglądając kolorowe, pełne zdjęć i rysunków strony, przypominają sobie swoje dzieciństwo i odkrywanie niezwykłego świata komputerów. A dzieci z szeroko otwartymi oczami czytają o taśmach magnetofonowych i dyskietkach czy uczą się szyfrować informacje na kartach perforowanych. To okazja do spotkania się dwóch (a może i trzech) pokoleń i rozmowy…

 

Kusi mnie, żeby zapytać, czy łatwiej piszę się dla dorosłych, czy dla dzieci? Trudnością jest też, przynajmniej z mojej perspektywy, tematyka książki.

Dorosły wiele potrafi wybaczyć. Dziecko nie. Jeżeli coś jest nudne, nic go nie zmusi do poświęcenia temu czasu. Dzieci są też przyzwyczajone do dokonywania świadomych wyborów podczas kontaktu z treścią. Wchodzą z nią w interakcję, przeskakują z miejsca na miejsce, czytają fragmentami i wielokrotnie wracają do tekstu, a jednocześnie są trochę niecierpliwie i bardzo wymagające. Stąd też „Szalona historia komputerów” zachęca do nielinearnego czytania.

docent-piec-procent-i-szalona-historia-komputerow-2Jaki jest patent na czytanie tej książki. Czy można ją czytać od dowolnego miejsca?

Tak. Można rozpocząć w dowolnym miejscu i podążać za odnośnikami w treści, sugerującymi, by „przewinąć” książkę (jak taśmę magnetofonową z programem) do strony takiej i takiej i przeczytać o powiązanym temacie. Albo przepisać na stronie internetowej www.docent5procent.pl jeden z ukrytych w książce kodów i zobaczyć film, stronę lub inną treść multimedialną, która rozwija i ilustruje tekst i zdjęcia w książce… Oczywiście, nie wszystkie moje książki dla dzieci i dorosłych są tak skonstruowane i trzeba mieć różne sposoby na utrzymanie uwagi dziecka, a o to naprawdę znacznie trudniejsze zadanie niż w przypadku dorosłego odbiorcy.

 

Żeby pisać o komputerach, trzeba być informatykiem?

Nie. Ale trzeba o komputerach sporo wiedzieć. I najlepiej, by były one pasją autora. A tak jest w moim przypadku. Obok podróżowania, to moja życiowa pasja… Kolekcjonuję stare, co najmniej trzydziestoletnie komputery ośmiobitowe…

docent-piec-procent-i-szalona-historia-komputerow-4Pamięta Pan, kiedy zetknął się z pierwszym komputerem? Co to był za model?

Oczywiście. Było to około 1983 roku, miałem wtedy sześć lat. Czarna skrzyneczka z gumowymi klawiszami wydała mi się intrygująca. A kiedy na ekranie pojawił się obraz, zaś proste komendy Basica pozwalały zachęcić komputer do rysowania kolorowych kwadratów czy kółek, zrozumiałem, że to magiczne urządzenie…

 

Młodzi ludzie na ogół wykorzystują komputery do rozrywki, rzadziej do edukacji, a jak było w Pana przypadku?

Gry też były ważne… Uwielbiałem Pssst, Jetpaca i wiele innych gier, które choć miały prostą grafikę i fabułę, potrafiły przyciągnąć na wiele godzin. Ale tamte ośmiobitowe komputery miały wbudowany interpreter jakiegoś języka, zwykle był to Basic. Kiedy kupowało się czasopismo dla mikrokomputerowców, na przykład „Bajtka”, można było znaleźć w nim proste gry i inne programy do przepisania. Komenda po komendzie. W ten sposób gracz trochę przypadkiem uczył się programować. A przynajmniej zaciekawiał go ten tematem. I w ten sposób dość szybko jako sześcio-, siedmiolatek nauczyłem się podstaw Basica. To zawdzięczam także tacie – informatykowi. Potem uczyłem się już sam.

 

To pewien paradoks, że książka o komputerach ukazuje się na papierze.

I szansa na to, by dziecko oderwało się od ekranu. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by po lekturze lub nawet w jej trakcie odkrywać dodatkowe materiały ukryte po tajnymi kodami, o których wspominałem… Zjawisko „second screen” od dawna jest znane, choć zwykle odnosiło się do współużytkowania telewizora i urządzenia mobilnego. Ja bym wolał, by smartfon czy tablet towarzyszył czytaniu książki, rozszerzając, uzupełniając doświadczenie…

 

Jestem ciekaw, co myśli Pan o rodzicach, którzy pozwalają bez ograniczeń korzystać z tabletów, komputerów. Czy to dobry pomysł na wychowanie?

 

Zdecydowanie zły. We wszystkim musi być umiar, także w korzystaniu ze zdobyczy techniki. Trzeba też mieć oko na to, jak dziecko korzysta z tych urządzeń, do jakich treści dociera. Ale także zdecydowanie złym pomysłem jest izolowanie dziecka od komputerów czy smartfonów. To prowadzi do cyfrowego analfabetyzmu. Korzystanie z tych urządzeń to podstawowa umiejętność. Taka sama jak umiejętność czytania, pisania, liczenia. I nie chodzi tu tylko o granie. Warto ukierunkować dziecko, zainteresować tym, co jeszcze te urządzenia potrafią. Dziecko nie musi programować. Ale czemu nie miałoby w ten sposób nauczyć się rysować, tworzyć kolaże ze zdjęć, prezentacje. To oswaja z techniką jako czymś, co rozszerza nasze możliwości, może być narzędziem dla twórcy.

 

 

Kasety, dyskietki to prawdziwa prehistoria. Jakie reakcje budzą takie przedmioty na spotkaniach z Panem?

 

Najpierw zdziwienie. Trudno dzieciakom uwierzyć, że nie wystarczyło kliknąć ikonę na ekranie, by w mgnieniu oka uruchomić program. Jak to?! Trzeba było przewijać taśmę, czekać pięć i więcej minut, by się gra załadowała?! Po zdziwieniu pojawia się zaciekawienie. Choćby tym, jak to możliwe, by dźwięk zawierał informację o komendach zrozumiałych dla komputera. No i tu otwiera się pole do rozmowy, wytłumaczenia podstaw informatyki. O tym też jest mowa w książce. Są zabawy i łamigłówki. Dzieci uczą się szyfrować wiadomości na dziurkowanej karcie, ale też szyfrować komunikaty dźwiękami…

 

 

Czy jest jakiś komputer, a może moment w historii komputerów, do którego chciałby Pan się wrócić?

Na zawsze najważniejszy dla mnie będzie ZX Spectrum. Mój pierwszy komputer. Zaraz potem Amiga 500, którą pokochałem za niezwykłe możliwości multimedialne, zupełnie rewolucyjne w tamtych czasach. Lata 80. i 90. były fascynujące, bo rozwój technologii przynosił zmiany w zasadzie we wszystkich dziedzinach życia, które bardzo kontrastowały z tym, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej. Ale czy chciałbym do tych czasów wrócić?! Nie! Teraz jest równie ciekawie, a może i ciekawiej. Tempo zmian i rozwoju jest jeszcze większe, tyle że kontrast jest nieco mniejszy, bo moje i kolejne pokolenia są już zanurzone w świecie pełnym technologii i nie pamiętają czasów przed-komputerowych…

 

 

Historia już za nami, a jaka będzie przyszłość komputerów?

Jeszcze bardziej wtopią się w nasz świat. Już teraz kiedy pytam, czy ktoś ma przy sobie komputer, dzieci kręcą głowami, że nie… A kiedy uświadomię im, że komputerem jest też ich smartfon, co najmniej kilku młodych czytelników wyjmuje go z kieszeni… W czasach mojego dzieciństwa komputer był obok nas – na przykład na biurku. Teraz jest przy nas – nosimy laptopa w torbie albo smartfona w kieszeni. Coraz częściej jest na nas – mam na sobie zegarek, tak zwany smartwatch. Czasami, jeszcze raczej dla eksperymentu, zakładam okulary czy też zestaw wirtualnej rzeczywistości. Ale lada moment będziemy mieć komputery… w nas. Wszczepiane albo połykane. Niewidoczne, zespolone z nami. Dające nam nowe możliwości albo monitorujące – nasze zdrowie, samopoczucie, miejsce pobytu. Błogosławieństwo, a może przekleństwo. Nie wiem. Ale na pewno tak będzie.

 

Czy w związku z szalonym pędem naszej rzeczywistości musimy się przyzwyczajać do tego, że kiedyś nam zabraknie książek wydawanych na papierze?

Książki drukowane będą zawsze. Choć coraz częściej będziemy czytać na ekranach lub słuchać książek, papier w niektórych przypadkach będzie niezastąpiony… Sam kupiłem ostatnio książkę w wersji drukowanej – dla wspaniałych zdjęć i oprawy graficznej. Oraz jej wersję audio – by dobrze wykorzystać dziesięć godzin, które miałem spędzić za kierownicą. Druk i elektroniczne formy komunikacji będą się uzupełniać. Coraz więcej będzie też książek takich jak „Docent Pięć Procent i… szalona historia komputerów”, które będą wzbogacane o multimedialne dodatki dostępne na ekranie telefonu lub komputera. Pogłębi się konwergencja mediów – zjawisko, o którym już kilkadziesiąt lat temu pisał Marshall McLuhan. Przenikanie się mediów jest procesem nie do zatrzymania. I wierzę, że można to zjawisko mądrze wykorzystać. A książka drukowana nadal będzie miała się dobrze!

 

Rozmawiał Tomasz Reich

 

fot. Katarzyna Chrzanowska-Koziol

Wiadomości

Nurogęsi z własnym przejściem

Nurogęsi to rzadki gatunek ptaków wodnych. Spotkać je można m.in. w Łazienkach Królewskich. Co roku w okresie lęgowym pokonują trasę...

Budowa Central Garden zgodnie z planem

Budowa I etapu inwestycji Central Garden, która położona jest w warszawskim Śródmieściu, jest w zaawansowanej...

SkySAWA połączy się z metrem

Ruszyły prace przygotowawcze pod budowę przejścia podziemnego łączącego flagową inwestycję Polskiego Holdingu Nieruchomości – biurowiec SKYSAWA ze stacją metra Rondo ONZ....

Zmiany na wiaduktach Trasy Łazienkowskiej

Wiadukty Trasy Łazienkowskiej czeka generalna przebudowa. W wakacje Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych zamierza ogłosić przetarg na realizację tej inwestycji. Do...

Anglicy będą doradzać przy budowie CPK

  Przedstawiciele Polski i Wielkiej Brytanii podpisali dziś porozumienie o współpracy dotyczącej CPK....

Nextbike złożył wniosek o upadłość

Firma Nextbike Polska zmaga się z problemami finansowymi. We wtorek 19 maja złożyła wniosek o upadłość. Ratusz uspakaja rowery miejskie...

Polecane

Innowacyjne udogodnienia w Tulipan House

Zaprojektowane na nowo lobby biurowca Tulipan House to nie tylko ekologiczny design, ale też przestrzeń, która na każdym kroku podkreśla dumę...

Warszawski rynek mieszkaniowy 2019

W 2019 roku w Warszawie przekroczono mieszkaniowy Rubikon. Na rynku pierwotnym średnia cena sprzedaży metra kwadratowego, na koniec pierwszej połowy roku, przekroczyła 9 tysięcy...

Noc Wieżowców 2018

Po przerwie wracamy do Was z trzecią edycją Nocy Wieżowców. zdjęcia: Kuba Jurkowski Wejściówki na Wydarzenie są imienne i nie istnieje możliwość zmiany danych na...

Rondo ONZ jeszcze wystrzeli w górę!

BY <!-- &amp;amp;amp;amp;lt;iframe src="//www.googletagmanager.com/ns.html?id=GTM-N25V7L" height="0" width="0" style="display:none;visibility:hidden"&amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;lt;/iframe&amp;amp;amp;amp;gt; Rondo...

Rondo Daszyńskiego w cieniu wieżowców

Rondo Daszyńskiego to chyba jeden z największych placów budowy w Europie. W czterech narożnikach tego ronda powstają lub są planowane biurowce o łącznej powierzchni 300...

Krwawe zaćmienie Superksiężyca w Warszawie

W nocy z 27 na 28 września doświadczyliśmy pełnego zaćmienia "Superksiężyca", następna taka okazja przydarzy się dopiero w 2033 roku. Zaćmienie rozpoczęło się o...