W sobotę 19 lipca centrum Warszawy stanie się areną dwóch dużych demonstracji. Jedna – organizowana przez środowiska prawicowe – będzie protestem przeciwko imigracji. Druga – przygotowana przez koalicję antyfaszystowską – ma być odpowiedzią na nacjonalistyczne hasła. Emocje rosną, a służby szykują się na możliwe napięcia.
O godzinie 12:00 z Placu Zamkowego wyruszy marsz pod hasłem „Stop imigrantom”, organizowany Konfederację. Uczestnicy chcą zamanifestować sprzeciw wobec polityki migracyjnej rządu oraz obecności cudzoziemców, których oskarżają o wzrost przestępczości i zagrożenie dla „tożsamości narodowej”. Marsz ma przejść Traktem Królewskim do pomnika Mikołaja Kopernika.
Pół godziny wcześniej, o 11:30 przy Rotundzie PKO, rozpocznie się kontrmanifestacja organizowana przez Koalicję Antyfaszystowską. Lewicowe i progresywne środowiska wzywają do sprzeciwu wobec – jak to określają – „rasistowskiej i ksenofobicznej propagandy pod przykrywką troski o bezpieczeństwo”. Demonstranci przejdą w stronę Krakowskiego Przedmieścia z transparentami: „Warszawa wolna od nienawiści”, „Solidarni z migrantami”, „Nacjonalizm to nie patriotyzm”.

Zgromadzenia zostały zgłoszone legalnie, ale ich trasy i godziny są zbieżne, co rodzi obawy o możliwe konfrontacje. Policja zapowiedziała wzmożone siły w centrum miasta, a mieszkańcy mogą spodziewać się utrudnień w ruchu i komunikacji miejskiej.
Zdania wśród uczestników są wyraźnie podzielone. – Nie chcemy obcych kulturowo ludzi, którzy nie chcą się asymilować. Polska to nie eksperyment wielokulturowy – mówi uczestnik marszu antyimigracyjnego. – Nie oddamy ulic rasistom i nacjonalistom. Warszawa pamięta Powstanie – i nie chce powtórki z historii – odpowiada aktywistka Koalicji Antyfaszystowskiej.








