Po wprowadzeniu zakazu grillowania w parkach na Bemowie coraz częściej pojawiają się głosy, że podobne rozwiązanie powinno zostać zastosowane również na Polu Mokotowskim. Powód? W każdy ciepły weekend jedna z najpopularniejszych zielonych przestrzeni Warszawy zamienia się w wielkie plenerowe miejsce do grillowania, a skutki są coraz bardziej widoczne.
Spacerując po Polu Mokotowskim po weekendzie, trudno nie zauważyć śladów pozostawionych przez grillujących. W wielu miejscach trawa jest wypalona, ziemia zwęglona, a na trawnikach można znaleźć prowizoryczne paleniska. Niektórzy odwiedzający wykorzystują nawet suche gałęzie z parku do rozpalania ognia, pozostawiając po sobie sterty popiołu i zniszczoną roślinność.
Mieszkańcy okolicznych osiedli od dawna zwracają uwagę na problem. Skarżą się na gęsty dym i charakterystyczny zapach unoszący się nad parkiem przez całe weekendy. W słoneczne dni nad częścią Pola Mokotowskiego często można dostrzec prawdziwą lunę dymu. Zdaniem mieszkańców trudno mówić wtedy o odpoczynku na świeżym powietrzu.

– Park powinien być miejscem spacerów, rekreacji i kontaktu z naturą, a nie wielkim polem grillowym – mówią osoby mieszkające w sąsiedztwie.
Problemem jest również komunikacyjny chaos wokół parku. Szczególnie ulica Rostafińskich w weekendy zamienia się w nielegalny parking. Mimo obowiązującego zakazu zatrzymywania się i postoju kierowcy pozostawiają tam swoje samochody, często blokując przejazd i utrudniając ruch pieszym.

Straż miejska regularnie wystawia mandaty, jednak skala zjawiska pozostaje ogromna. Gdy jedne samochody odjeżdżają, ich miejsce niemal natychmiast zajmują kolejne. Mieszkańcy twierdzą, że służby nie są w stanie skutecznie poradzić sobie z problemem.

Coraz częściej pojawia się więc pytanie, czy Pole Mokotowskie powinno podzielić los parków na Bemowie i objąć grillowanie całkowitym zakazem. Zwolennicy takiego rozwiązania argumentują, że tylko w ten sposób uda się ochronić zieleń przed dalszą degradacją. Przeciwnicy odpowiadają, że mieszkańcy powinni mieć możliwość spędzania czasu na świeżym powietrzu w dowolny sposób, pod warunkiem zachowania porządku. Problemem mają zająć się władze Mokotowa.

Jednak rzeczywistość pokazuje, że z tym zachowaniem porządku bywa różnie. Wypalone place po grillach, pozostałości palenisk, zniszczona trawa i nielegalnie zaparkowane samochody stały się stałym elementem weekendowego krajobrazu.
Pozostaje zasadnicze pytanie: czy tak powinien wyglądać jeden z najważniejszych parków Warszawy? Czy miejska przestrzeń przeznaczona dla wszystkich mieszkańców ma być stopniowo niszczona przez masowe grillowanie, czy też nadszedł czas na zdecydowane działania i skuteczniejszą ochronę zieleni?








