Łukasz Klimek: „Warszawa, Polska to świat, w którym chcę żyć i tworzyć”

Rozmawia: Michał Wojewodzic
Fot. Łukasza: Diana Karlenko

Fotografia zaczęła się dla niego od prostego pytania: jak uzyskać rozmyte tło? Szybko jednak aparat przestał być wyłącznie narzędziem do tworzenia obrazów. Stał się sposobem na spotkanie z drugim człowiekiem — i, jak mówi Łukasz Klimek, „łącznikiem z jego duszą”.

Od przypadkowego portretu 70-letniego kolegi, wykonanego w kuchni, przez Berlin, Berlinale, reportaż i pracę w berlińskim parlamencie, aż po Warszawę i projekt „Prawdziwi / The Real Ones – Głos Miasta”. Z Łukaszem Klimkiem rozmawiamy o fotografii bez masek, czerni i bieli, Warszawie, Instagramie, sztucznej inteligencji i o tym, dlaczego nazwisko osoby stojącej przed obiektywem właściwie nie ma znaczenia.

Michał Wojewodzic: Łukasz, jeszcze kilka lat temu właściwie nie byłeś fotografem. Jak to wszystko się zaczęło?

Łukasz Klimek: Wszystko zaczęło się w 2019 roku, kiedy po raz pierwszy tak naprawdę wziąłem aparat do ręki.

Na początku nie wiedziałem właściwie nic. Pamiętam, że przeszukiwałem internet, próbując dowiedzieć się, jak uzyskać rozmyte tło. Wtedy odkryłem, że potrzebuję jasnego obiektywu z niską wartością przysłony — i tak stałem się posiadaczem mojego pierwszego obiektywu Sony ze światłem 1.8.

Potem zacząłem szukać coraz głębiej. Godzinami oglądałem filmy o fotografii na YouTube, uczyłem się i coraz bardziej marzyłem o fotografowaniu.

Nie myślałem wtedy w ogóle o pracy komercyjnej. Fotografia była po prostu moją pasją i czymś, co robiłem dla siebie. Była ucieczką z depresji, czymś, co pozwalało mi na chwilę zapomnieć o życiu.

Z czasem zauważyłem jednak coś znacznie ważniejszego niż ustawienia aparatu. Zrozumiałem, że aparat stał się dla mnie kolejnym narzędziem kontaktu z człowiekiem — pewnego rodzaju łącznikiem z jego duszą. I chyba właśnie wtedy fotografia zaczęła być dla mnie czymś więcej niż robieniem zdjęć.

Pamiętasz moment, w którym fotografia naprawdę zaczęła zmieniać Twoje życie?

Tak naprawdę nie pamiętam mojego pierwszego zdjęcia. Chyba była to jakaś sesja w wodzie, ale nie ona zmieniła moje życie.

W tamtym czasie fotografia nie dawała mi jeszcze radości. Wychodziłem z bardzo ciężkiej depresji. Nie chciałem wracać do ludzi. Byłem po prostu smutny i zamknięty w sobie.

Przełom przyszedł zupełnie niespodziewanie.

Mój 70-letni kolega poprosił mnie o zdjęcie do legitymacji seniora. Pamiętam, że nie miałem na to ochoty. Wydawało mi się, że takie zdjęcie nie ma nic wspólnego ze sztuką. Miałem wtedy bardzo wybujałe ego i szukałem czegoś „wielkiego”.

Zrobiłem mu portret w kuchni. Bez lamp, bez studia, bez profesjonalnego sprzętu — właściwie tylko iPhone, zwykłe światło z lampki nad stołem i światło wpadające z boku przez okno.

Zdjęcie trafiło do folderu i leżało tam przez jakiś czas. Pewnego dnia otworzyłem je w Lightroomie. Zacząłem bawić się światłem, cieniem, kontrastem — wszystkim, czego nauczyłem się z tutoriali na YouTube.

I wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałem.

Do dziś uważam, że to jedno z najmocniejszych zdjęć, jakie zrobiłem w życiu. Nie dlatego, że było perfekcyjne technicznie, ale dlatego, że po raz pierwszy zobaczyłem w fotografii człowieka, a nie tylko obraz.

Od tamtej chwili zapragnąłem robić zdjęcia bez zbędnego retuszu. Zacząłem iść w stronę prawdy — najpierw w swoim życiu, a potem w fotografii. Myślę, że właśnie wtedy zacząłem zdejmować własne maski. I od tego momentu wszystko naprawdę się zaczęło.

I to właśnie człowiek stał się najważniejszym tematem Twojej fotografii. Czego szukasz w osobie, którą fotografujesz?

Najbardziej interesuje mnie człowiek i to, jaki jest naprawdę w środku.

Zacząłem uczyć się życia i słuchać ludzi. Wcześniej byłem zapatrzony w siebie i skupiałem się na próbie udowadniania „czegoś”, bycia „kimś”.

Teraz, kiedy ktoś coś tworzy, dokładnie go słucham. Próbuję zrozumieć, w jaki sposób myśli i skąd ta myśl się bierze.

Nie interesuje mnie jego nazwisko. Interesuje mnie to, co myśli i co ma w środku.

Nawet jeśli fotografuję komercyjnie, robię fashion czy rzeczy martwe, staram się znaleźć w nich duszę. Dlatego moja obróbka nie ma jednego stylu. Zmieniają się barwy, kontrast i charakter obrazu — zależnie od osoby albo tego, co przedstawiam.

W Twoich portretach bardzo często pojawia się czerń i biel. Dlaczego?

Wolę fotografię czarno-białą. W niej dokładnie widzę światło i cień, człowieka i kadr.

W kolorze wiele rzeczy można ukryć. Mam wrażenie, że kolor trochę odbiera mi sposób patrzenia na źródło obrazu. Mój fokus zaczyna się rozmywać i łatwiej mi przeoczyć pewne rzeczy.

Często zaczynam więc edycję zdjęcia w czerni i bieli, a dopiero na końcu dodaję kolor.

Ale są też kadry, przy których czuję dokładnie odwrotnie — że czarno-biała fotografia po prostu ich nie przyjmie. One potrzebują koloru.

Skąd czerpiesz inspirację? Czy są fotografowie albo ludzie, którzy szczególnie wpłynęli na Twój sposób patrzenia?

Na mój sposób patrzenia na świat wpłynął między innymi buddyzm, szczególnie wykłady Ajahna Brahma.

Jeśli chodzi o samą fotografię, obserwowałem Sailsa Chonga i jego sposób patrzenia na światło. Obok tego oczywiście Platon i Lee Jeffries, którzy poruszają się w tematach zbliżonych do tych, którymi ja zajmuję się dzisiaj.

Każdy z nich wpłynął na mnie w trochę inny sposób.

A gdzie dziś szukasz obrazów i pomysłów?

Nie mam jednego źródła. Przeglądam na bieżąco różne rzeczy, które pojawiają się w moim otoczeniu, codzienności.

Bardzo mocno inspirują mnie filmy, a nawet — haha — kadry z reklam. Czasem próbuję dzięki temu zbudować coś w podobnym stylu, a czasem zrobić dokładnie odwrotnie, na przekór wszystkim.

Chodzę na wystawy, oglądam ludzi na mieście. Inspiracja może przyjść właściwie z każdego miejsca.

Twoja droga zaczęła się w Berlinie, ale później równolegle zacząłeś rozwijać działalność w Polsce. Jak wyglądała ta droga?

Ta droga nie była ani prosta, ani zaplanowana. Kiedy w 2019 roku zaczynałem fotografować, wychodziłem z bardzo ciężkiej depresji. Byłem zamknięty w sobie i właściwie nie chciałem wracać do ludzi. Nie miałem gotowego planu na karierę fotografa ani wyznaczonej ścieżki. Fotografia stała się dla mnie sposobem, żeby krok po kroku ponownie zbliżać się do człowieka.

Wcześniej przez wiele lat byłem aktorem, komikiem i artystą ulicznym. Podróżowałem po Europie, występowałem na ulicach i spotykałem bardzo różnych ludzi. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to doświadczenie stanie się jednym z najważniejszych narzędzi w mojej pracy fotograficznej.

Scena nauczyła mnie obserwacji, improwizacji i wyczuwania emocji. Ulica — skracania dystansu, otwartości i nawiązywania kontaktu z człowiekiem niezależnie od tego, kim jest i skąd pochodzi.

Zrozumiałem, że w fotografii nie mogę nikogo udawać ani próbować dopasowywać się do oczekiwań innych. Człowiek stojący przed aparatem bardzo szybko wyczuwa fałsz. Dlatego podstawą mojej pracy stały się otwartość, życie w zgodzie ze sobą i prawdziwe zainteresowanie drugą osobą. Aparat jest ważny, ale bez relacji pozostaje tylko urządzeniem.

Pierwszy raz zostałem zaproszony do pokazania swoich prac w 2023 roku w Berlinie przez japońską artystkę Shiori Nakano. Później pojawiły się publikacje związane między innymi z moim reportażem z Zug der Liebe.

Wszystko działo się, wydawałoby się, przez przypadek, spontanicznie. Fotografowałem również w berlińskim parlamencie podczas wizyty prezydenta Demokratycznej Republiki Kongo. Nawet nie wiedziałem, gdzie idę. Kolega poprosił mnie o zastępstwo, dostałem adres, pojechałem w swoich codziennych białych, luźnych ubraniach, a po wejściu do budynku zorientowałem się, że to parlament i konferencja z prezydentem Félixem Tshisekedim.

Później zostałem zaproszony na Berlinale oraz do udziału w projekcie związanym z BBC.

Z zewnątrz może to wyglądać jak seria szybko następujących po sobie sukcesów, ale pomiędzy nimi były lata prób, szukania własnego języka, pracy bez pewności, dokąd mnie ona zaprowadzi, i ciągłego mierzenia się z samym sobą.

Nie wszystko przychodziło od razu. Wiele rzeczy zaczynało się od jednej rozmowy, przypadkowego spotkania albo decyzji, żeby mimo własnych obaw podejść do człowieka i nawiązać kontakt.

Po okresie pracy reporterskiej wróciłem mocniej do portretu. Zrozumiałem, że właśnie tam jestem najbardziej sobą — blisko człowieka, jego twarzy, emocji i historii. Właściwie wtedy zaczęła się droga, którą idę do dziś.

W 2025 roku zacząłem równolegle rozwijać swoją działalność w Polsce. Pojawiły się projekty społeczne z bezdomnymi, osobami z niepełnosprawnościami i seniorami. Współprace z fundacjami, Uniwersytetem Warszawskim czy z Powstańcami.

Moje fotografie zaczęły pojawiać się w materiałach redakcyjnych, między innymi w „GQ Poland”, „Wysokich Obcasach”, Nowej Warszawie i „Business Forum”. Portrety ukraińskiej projektantki Iriny Dzhus zostały również opublikowane w WE Directory.

W tym czasie powstał też mój autorski projekt „Prawdziwi / The Real Ones”, w którym portretuję ludzi i zbieram ich historie. Pokazuję, że status, rozpoznawalność, nazwisko nie mają znaczenia. Interesuje mnie, kim jest człowiek, kiedy zdejmuje role, tytuły i społeczne maski.

Pierwsze prace pokazałem w Warszawie w Hali Koszyki podczas Gallery Warsaw, a później na większej wystawie w Marina Warszawa.

Równolegle projekt zaczął rozwijać się w Berlinie. Jednym z pierwszych berlińskich bohaterów został Komet Bernhard. Powstał jego portret oraz rozmowa dostępna na YouTube. Podczas ostatniego Berlin Art Week rozpocząłem także współpracę z Francescą Interlenghi i The Dummy’s Tales.

Kolejne wystawy z cyklu „The Real Ones” są już w przygotowaniu. Warszawa i Berlin to dopiero początek — projekt będzie stopniowo wychodził do kolejnych krajów i będą dołączać do niego następni bohaterowie.

Kiedy patrzę na tę drogę z perspektywy pierwszych prób z aparatem w 2019 roku, rzeczywiście czasami myślę: tak może powstać coś z niczego. Ale dzisiaj wiem, że to „nic” tylko tak wyglądało.

Były w nim wszystkie wcześniejsze doświadczenia, spotkani ludzie, życie na scenie i ulicy, trudne momenty, z których musiałem się podnieść, oraz decyzja, żeby pozostać sobą i ponownie otworzyć się na człowieka.

Czym jest dla Ciebie Warszawa i dlaczego właśnie tutaj zacząłeś budować „Prawdziwych / Głos Miasta”?

Warszawa? Zdecydowanie europejska stolica.

Bardzo bałem się tego, jak zostanie tutaj przyjęta moja surowa fotografia. Szczerze mówiąc, bałem się, że to jednak bardziej wschodni rynek, że ludzie żyją plastikowo, na pokaz, wciąż z jakimiś kompleksami.

A tu takie: woooow. Zdziwienie.

Warszawa, Polska to świat, w którym chcę żyć i tworzyć.

Przyszło do mnie coś w rodzaju patriotyzmu. Pomyślałem, że fajnie jest w końcu robić coś dla swojego kraju.

Zacząłem spotykać bardzo otwartych ludzi. Nie takich zimnych, gdzie wszystko trzeba mieć najpierw na papierze. Byłem strasznie przyzwyczajony do niemieckiej biurokracji, a tutaj zobaczyłem ciepło i to, że wiele rzeczy da się załatwić po prostu słowem i rozmową. Bez wypełniania tysiąca formularzy, zanim w ogóle uda się z kimś spotkać.

To mnie bardzo zafascynowało.

Nagle okazało się, że ludzie rozumieją mnie poprzez słowa, a nie poprzez formularze. I że naprawdę poprzez rozmowę można zrobić wiele fajnych rzeczy.

Podczas premier, wernisaży czy wystaw ludzie ze sobą rozmawiają, budują coś razem, tworzą, kreują. I to jest w Warszawie świetne.

Na początku po prostu wyszedłem z aparatem na miasto. Zacząłem zaczepiać ludzi, rozmawiać z nimi, pytać, co tutaj robią. I jakoś się zaczęło. Większość rzeczy wydarzyła się właśnie w podobny sposób — od kontaktu do kontaktu.

Zobacz, Michał, jak było między innymi z Tobą.

Jeździłem w niedzielę po Warszawie na rowerze z głośnikiem. Zobaczyłem otwarte drzwi do jakiejś pracowni i jakiegoś kolesia, który coś tam tworzył. Otworzyłem drzwi i zapytałem: „A co tam działasz?”.

I tak się zaczęło.

Potem była wspólna wystawa w Hali Koszyki podczas Nocy Wieżowców — wydarzenia Nowej Warszawy.

Na innym wernisażu poznałem Przemka Bluszcza. Chciałem zaprosić go na zdjęcia. Jakiś czas później niespodziewanie do mnie zadzwonił i powiedział, że ma wywiad do „Wysokich Obcasów” i można byłoby zrobić do niego zdjęcia. Wymyśliliśmy Teatr Ateneum, który udostępnił nam przestrzeń, i tam zrobiliśmy sesję.

Później podobnie było z Robertem Majkutem, którego poznałem przy premierze Archisnob i konferencji Neurodesign. Jego również zaprosiłem na zdjęcia, a później miał wywiad dla „GQ”, gdzie trafił portret mojego autorstwa.

W międzyczasie pojawiły się Woman Power / Business Forum z Anią Spicą czy magazyn „HIRO” i wywiad z Maćkiem Szupicą.

Pisałem i dzwoniłem później również do Mirka Zbrojewicza czy Krystyny Jandy. Kiedy zapraszałem ludzi na zdjęcia, spotykałem się z pozytywną odpowiedzią.

I tak fajnie zaczęło się to wszystko kręcić — poprzez otwartą rozmowę.

I z tych pojedynczych spotkań zaczął wyłaniać się większy projekt?

Tak. W pewnym momencie pomyślałem, że chcę to wszystko połączyć. Pokazać ludzi z różnych środowisk, zobaczyć, jak żyją i czym jest dla nich Warszawa.

I właściwie właśnie w ten sposób sam ją poznaję.

Od rozmowy z kapitanem statków rzecznych na Wiśle, przez kierowcę Ubera, po osobę w kryzysie bezdomności czy osobę z niepełnosprawnością.

Wszyscy mają swój obraz Warszawy.

Jedni ją projektują. Inni naprawiają nam windę. Ktoś sprzedaje kwiaty na bazarze, ktoś inny utrzymuje miasto w czystości. Są też ludzie, którzy o Warszawę walczyli jako powstańcy.

I właśnie tak wpadłem na pomysł „Prawdziwi / Głos Miasta”.

Skoro nazwisko bohatera nie jest dla Ciebie najważniejsze, to kto właściwie może zostać jednym z „Prawdziwych”?

Prawda to pojęcie względne. Każdy ma swoją prawdę. Nawet osoba, która nosi maski, żyje wokół tej swojej prawdy.

Każdy jest człowiekiem. Każdy ma swoje cele w głowie, swoją historię, swoje spojrzenie.

I właśnie z tych wszystkich różnych ludzi składa się wspólne tworzenie miasta i świata, w którym żyjemy.

Dlatego dla mnie „Prawdziwym” może być każdy.

Każdy jest już bohaterem „Prawdziwych”.

Żyjemy jednocześnie w świecie Instagrama. Jaką rolę odgrywa on dzisiaj w Twojej pracy?

Instagram?

Whoooo…

Źródło komplementów, inspiracji, fałszu i obłudy. Jest tam wszystko.

Nieważne, na jakim etapie życia byłem, zawsze odnajdywałem tam to, czego akurat potrzebowałem. Chciałem być pozerem — takie życie sobie tam układałem. Chciałem spokoju — krążyłem wokół spokoju. Chciałem inspiracji — tam też ją odnajdywałem.

Instagram to dla mnie kolejne narzędzie.

Dzisiaj nie patrzę już specjalnie na lajki czy komentarze. Zresztą po moim Instagramie chyba widać, że nigdy przesadnie się o niego nie starałem.

Dziś na szczęście trochę ogarnia mi go moja wspaniała dziewczyna Agnieszka. Ona zdecydowanie lepiej wie, o co tam chodzi, i próbuje zbudować mi jakiś jednokierunkowy vibe i estetykę.

Wcześniej w moim życiu był chaos — i na Instagramie ten chaos też istniał.

A sztuczna inteligencja? Dla fotografa to pomoc czy zagrożenie?

Sztuczna inteligencja? Jestem jednocześnie za i przeciw.

W mojej fotografii nie czuję zagrożenia, bo AI nie porozmawia z człowiekiem, nie wydobędzie emocji i nie przeleje jej na kadr. To, co tworzę, kształtuje się w danej chwili.

Przy portrecie danego bohatera nie myślę wcześniej, jak będzie wyglądało finalne zdjęcie. Cały przekaz powstaje podczas spotkania. Tu i teraz.

Suwaki, które przesuwam w Lightroomie, nadal przesuwam ręcznie. Ale praca fotografa to nie tylko zdjęcia i tutaj AI bywa pomocna — w systematyzowaniu i organizacji pracy. Traktuję ją najczęściej jako wyszukiwarkę typu Google albo pomoc w ułożeniu planu czy harmonogramu zadań.

Jako fotograf jestem artystą, który tworzy od początku do końca. I w to wlicza się nie tylko naciśnięcie migawki, ale cała edycja zdjęcia.

Prace Łukasza Klimka: lukasklimek.com

GALLERYWARSAW

Portal o sztuce, modzie i rzemieślniczych outsiderach, zgłębiający najciekawsze zjawiska na scenie twórczej. Łączy współczesne trendy z klasyką, przenikając kulturę wysokiej sztuki z nurtami alternatywnymi. Portal oferuje artykuły, wywiady i relacje z wystaw, promując niezależnych artystów o wyjątkowych stylach i podejściu do tworzenia – od awangardowych obrazów po ręcznie szyte buty.

Wiadomości

Polecane

Matexi Polska zaprasza na dni otwarte Splotu Wola. Zobacz niemal gotowe...

0
Budowa jest niemal zakończona, a przekazanie kluczy zaplanowano jeszcze w tym roku. W weekend 26-27 września Matexi Polska zaprasza na dni otwarte inwestycji Splot...
×