SERWIS O ŻYCIU W PRZESTRZENI MIEJSKIEJ I ARCHITEKTURZE

REDAKCJA

REKLAMA

Człowiek poddaje się tylko woli Boga i przestrzega zasad zapisanych w Koranie – wywiad

Strona główna Polska w budowie Tomasz Reich Człowiek poddaje się tylko woli Boga i przestrzega zasad zapisanych w Koranie...

“W każdym kraju arabskim religią dominująca jest islam, a islam mówi, że człowiek poddaje się tylko woli Boga i przestrzega zasad zapisanych w Koranie” – mówi Tanya Valko, autorka książki “Arabski mąż” w rozmowie z Tomaszem Reichem.

W pierwszej z Pani książek „Arabska żona”, główna bohaterka wychodzi za mąż za Araba, którego poznaje w Polsce. On pije alkohol i mówiąc szczerze robi wszystko niezgodnie z religią i kulturą, w której został wychowany. Jak to ma się do rzeczywistości?

Często się to zdarza. Nieraz spotykałam i spotykam się z tym, że za granicą swoich krajów Arabowie piją alkohol, jedzą golonkę, szynkę… zakazaną wieprzowinę. Tak jakby poza ich krajami Allah tego nie widział, albo przymykał na takie drobne grzeszki oko. To głęboka hipokryzja i zakłamanie. Myślę, że u siebie w ojczyźnie przestrzegają zasad, bo przede wszystkim boją się, że ktoś inny, na przykład sąsiad czy policjant religijno-obyczajowy, na nich patrzy i doniesie komu trzeba. Znam mnóstwo Arabów, nawet w Arabii Saudyjskiej, z którymi uczestniczyłam w zabawach i przyjęciach – jak byli w środowisku białych ludzi, to pilili alkohol i zachowywali się swobodnie. Bardzo lubią wino, piją na potęgę whisky, znają wyroby z wieprzowiny. Tak więc za zamkniętymi drzwiami, jeśli inny Arab nie widzi lub widzi i robi to samo, to jest w porządku.

Co Polki skłania do tego, że szukają mężów w tej kulturze, bo jednak choć ta kultura przeraża, to jednocześnie pociąga kobiety z Europy.

Rzeczywiście. Taki duży trend był w latach 80. XX wieku, kiedy Arabowie z Libii, Syrii czy Iraku nagminnie przyjeżdżali do Polski na stypendia. Otrzymywali od swoich rządów bardzo wysokie stypendia. Jeśli w tamtym czasie arabski student miał 500 dolarów miesięcznie, to on w Polsce zgrywał się na emira czy szejka i wiele naiwnych dziewcząt myślało, że złapały pana Boga za nogi. Nie wspomnę już z czysto kobiecej perspektywy, że Arabowie są bardzo przystojnymi mężczyznami. Reprezentują synonim męskiej urody-  śniada karnacja, duży orli nos, czarne palące oczy ukryte pod długimi rzęsami, gęste włosy, kręte, czarne. Do tej pory to rozbraja kobiety. Wiadomo, że dziewczyny kochają się w aktorach i w jakimś określonym typie urody mężczyzn. Rzadziej stracą głowę dla faceta o ryżych włosach i do tego z piegowatą karnacją.

 

19402241_10213636480095788_3738489128379023943_oA jak zderzają się z tą kulturą, to co wtedy?

Teraz nie ma takiego wielkiego zderzenia, ale w mojej pierwszej książce, czyli Arabskiej żonie, to rzeczywiście był szok kulturowy, bo w tamtych czasach nie było przede wszystkim Internetu.  Teraz już sobie nie wyobrażamy, jak w ogóle było to możliwe, a młodzież w ogóle nie ma pojęcia. Proszę sobie wyobrazić, że nie można było znaleźć praktycznie żadnych informacji popularno-naukowych o krajach arabskich, takich przydatnych cudzoziemcowi do przygotowania się do życia w odległych orientalnych muzułmańskich krajach. Kiedy studiowałam arabistykę, to w Dziejach Arabów Philipa Hittiego były może dwie strony o Libii i to mówiące o czasach przewrotu i upadku króla Idrisa, początkach rządów pułkownika Muammara Kadafiego i tyle.  Będąc już na miejscu udało mi się zdobyć niby – przewodnik, napisany przez polskiego inżyniera, pod roboczym tytułem: „Libia dla kontraktowiczów”, przeznaczony bardziej dla osób przebywających w latach 80-tych i 90-tych na kontraktach i chcących coś zobaczyć w obcym ale bardzo ciekawym kraju. Nie był ani dostępny ani przydatny dla kobiet, które przyjeżdżały do Libii, by zamieszkać tam na stałe albo na dłuższy okres czasu. Dopiero ja napisałam tego typu książki pt. „Libia od kuchni” i „Życie codzienne w Trypolisie”. Z nich można już troszkę się było dowiedzieć o warunkach życia, zwyczajach czy kulturze tego kraju.

Teraz mamy zupełnie inną sytuację, bo gdy tylko ktoś chce, może praktycznie wszystko znaleźć w Internecie: od poważnych opracowań, artykułów, raportów, poprzez filmiki i fotografie. I dlatego dziwię się niesamowicie, że przy tych możliwościach, kiedy świat stał się w zasadzie małą wioską, dziewczyny nie sięgają do Internetu, by czegoś się dowiedzieć. Zwłaszcza kiedy decydują się na wyjazd do kraju arabskiego, a szczególnie tego ogarniętego wojną, o czym piszę w najnowszej powieści pt. „Arabski mąż”. Jeśli nie chce się tym pannom czytać, bo tego nie lubią, to są fotografie, na których mogą zobaczyć, w co się przeważnie na własne życzenie pakują. Bardzo często dopiero na miejscu orientują się w swoim tragicznym położeniu, ale ze współczesnego pseudo kalifatu powstałego w quasi Państwie Islamskim wyjścia już nie ma. Stamtąd można przenieść się przeważnie tylko na tamten świat.

Ma Pani na myśli ISIS i ostatnią książkę „Arabski mąż”. Niech nam Pani o niej więcej opowie.

Opisuję w niej terroryzm i współczesny kalifat, który powstał na ziemiach Syrii i Iraku w 2014 roku. Jest to taka niby kontynuacja dawnych kalifatów znanych z odległej przeszłości i świetności muzułmańskiej z czasów wielkich podbojów. Staram się ukazać, jak za pośrednictwem Internetu dżihadyści agitują ludzi, żeby przyjeżdżali do tego chorego quasi państwa. ISIS działa bardzo nowocześnie, bo mają wspaniałych informatyków, swoich scenarzystów i reporterów do manipulowania opinią publiczną, a także hakerów i swoją stronę internetową, gazety on-line oraz działają na wszystkich możliwych mediach społecznościowych poprzez Twittera, a na Facebooku kończąc. Udało im się namówić bardzo dużo młodych kobiet i mężczyzn z Europy: Niemców, Brytyjczyków, Belgów, Francuzów, Hiszpanów… Drzwiami i oknami pchali się nie tylko muzułmanie, ale raczej ludzie obłudni, którzy bezproblemowo przyjmowali Islam, by móc tam zaistnieć. Dlaczego? Bynajmniej nie po to, żeby pracować jako najemnicy czy propagować wiarę, ale dlatego, że chcieli się tam zrealizować w swoich chorych dążeniach. Bowiem w tym miejscu na kuli ziemskiej ludzie przy władzy czują się bezkarni. Wszystkie dewiacje, choroby psychiczne, zboczone rządze nie są potępiane i karane. Tylko nieliczni spośród przybyłych byli omamieni religią. Fundamentalistom wydawało się, że robią to dla religii i prowadzą świętą wojnę dżihad, ale większość z nich to byli po prostu dewianci. Teraz, kiedy tratwa tonie i stopniowo są odbierane z rąk dżihadystów kolejne miasta i przyczółki, zaczynają uciekać, dezerterują ze swojego wspaniałego państwa i wracają do cywilizowanych krajów. W samej Indonezji, w której mieszkam, najliczniejszym muzułmańskim kraju na świecie, wróciło z kalifatu już co najmniej 300 osób. Państwo Islamskie upada, tereny się kurczą, walki toczą się wzdłuż i wszerz zniszczonych pożogą wojny ziem. Obecnie wojska zjednoczone pomagają prezydentowi Baszarowi Asadowi. Z drugiej strony w dżihadystów uderzają rewolucjoniści, Kurdowie czy Rosjanie. Pomimo różnicy przekonań i celów koalicja stara się wspólnymi siłami obalić ten chory system, fundamentalistyczny, terrorystyczny reżim. Jednak zwycięstwo będzie okupione krwią wielu niewinnych cywilnych ofiar, o czym również piszę w mojej powieści „Arabski mąż”.

dsc_0343Co właściwie takiego wydarzyło w krajach arabskich, że w ogóle powstało państwo islamskie?

Jak to zwykle w wielkiej polityce bywa, ktoś ingerował w wewnętrzne sprawy krajów arabskich. Zaczęło się niewinnie od Arabskiej wiosny, a skończyło na bratobójczych wojnach domowych. Mam na myśli Libię, Irak czy Syrię. Nie byłoby opisywanej przeze mnie wojny, nie byłoby rzezi i przede wszystkim nie byłoby Państwa Islamskiego, gdyby zachodnie mocarstwa nie wtrącały się w sprawy polityki wewnętrznej obcych krajów, nie dostarczały broni i specjalistów, nie mieszały w głowach naiwnym ludziom… . Przede wszystkim, czemu my, kraje demokratyczne, nie tylko europejskie, ale przede wszystkim Ameryka, która bardzo lubi się wtrącać w losy całego świata, czemu wydaje nam się, że mamy prawo szerzyć i narzucać Arabom demokrację? A może ten system polityczny nie jest dla nich, może muszą wypracować swój własny, bardziej dopasowany do ich religii, kultury i zwyczajów? Wszystko to jakoś do mnie nie przemawia, żeby jakiś John z Teksasu czy Pierre znad Sekwany martwili się, że w Trypolisie nie ma demokratycznych rządów. Odnoszę wrażenie, że znów rzucono jakąś ideę dla maluczkich, żeby im zamydlić oczy, a problem tkwi zupełnie gdzie indziej.

To uważa pani, ze demokracja jest złym systemem?

Przepraszam: islam i demokracja to jest oksymoron. To połączenie udaje się bardzo rzadko. W krajach arabskich wtedy jest dobrze, kiedy jest silny rząd, bo spokój gwarantują rządy silnej ręki. Poza tym w każdym kraju arabskim religią dominująca jest islam, a islam mówi, że człowiek poddaje się tylko woli Boga i przestrzega zasad zapisanych w Koranie, a one bardzo często nie są demokratyczne, na pewno nie te, które dotyczą kobiet.  Moim zdaniem na przykład w Libii więcej było demokracji za Kadafiego niż później, kiedy powstał nowy, niezależny tymczasowy rząd, a po nim kolejne. Obserwowałam pierwsze posiedzenie libijskiego wolnego rządu, złożonego tylko z mężczyzn, dysydentów, którzy przyjechali z Kataru czy z Arabii Saudyjskiej, ubranych tradycyjnie w białe galabije, z rozczapierzonymi brodami. Prezentowali się strasznie, a ich wygląd nie wróżył nic dobrego. Pierwsza przyjęta przez nich ustawa dotyczyła kwestii religii – od tamtej pory kraj już nie miał kierować się prawem międzynarodowym, lecz tradycyjnym muzułmańskim prawem szariatu. O Kadafim mówi się, że był tyranem, ale pierwsze jego ustawy dotyczyły kobiet i dawały im wiele wolności i równouprawnienie. Pułkownik Kadafi był największym arabskim feministą. Kobiety miały swobody, mogły uczyć się, pracować, piastować ważne stanowiska. Pracowały nawet w ministerstwach, a moja koleżanka Libijka była pierwszą arabską panią ambasador. Tak więc naprawdę miały większą swobodę i wtedy było więcej demokracji niż obecnie. A cenzura, tępienie wrogów systemu – gdzie tego nie ma? Jedni tylko robią to w rękawiczkach i po cichu, a inni niczym się nie przejmując i manifestując swoją absolutną władzę.

19402024_10213636593098613_4910392278962597742_o

Ale będąc w Dubaju nie zauważyłem, żeby kobiety miały ograniczone prawa. Wprost przeciwnie – mężczyźni podochodzą do nich z większym szacunkiem często niż w Polsce.

Mężczyźni arabscy potrafią być szarmanccy, ale szacunkiem otaczają takie kobiety, które odpowiednio się zachowują, ubierają i poddają narzuconym prawom. Kiedy któraś chciałaby się wyłamać, cały czar pryśnie. Dla pięknej płci jest wygodnie, być czyjąś utrzymanką, a jeśli jeszcze mężczyzna ma dużo pieniędzy, to niektórym bardzo taki układ odpowiada. Jednak w obecnych czasach sporo kobiet się emancypuje, a bardzo wyemancypowana kobieta nie ma co liczyć na zamążpójście, bowiem arabscy mężczyźni takich nie lubią. Oni chcą mieć w domu uległą gołębicę. Kobiety w Emiratach Arabskich czy Arabii Saudyjskiej mogą się kształcić, jeśli mają tylko ambicje, mogą zostać lekarkami, prawniczkami czy nauczycielkami. Mogą też coraz częściej robić karierę w biznesie. Zresztą jedną z najbogatszych kobiet na świecie jest pani z Zatoki Perskiej, Saudyjka. Rozsądne nowoczesne kobiety z żyłką do biznesu spieniężają posag, który dostają od męża w dniu ślubu oraz prezenty od rodziny dawane przeważnie w złocie i uzyskane stąd pieniądze inwestują w giełdę czy w biznes. Nawet w Arabii Saudyjskiej biznesmenki mają oddziały banków dla kobiet, a wiele kontraktów zawierają on-line lub wysługując się męskimi członkami rodziny. Arabki uwielbiają podróżować za granicę, gdzie albo nadal będą przestrzegały zasad dotyczących ubioru, albo i nie.

Wiemy już, że mężczyźni potrafią pić alkohol w tajemnicy przed otoczeniem, a czy to samo można powiedzieć o kobietach?

Arabowie lubią okazjonalnie napić się alkoholu, ale oczywiście mówimy tutaj o wyższych sferach, a nie o tradycjonalistach, głęboko wierzących muzułmanach, których całe życie skupia się wokół modlitwy, rodziny i pracy. Grupa społeczna, która wychowywała się lub kształciła za granicą często nie chce rezygnować z przyjemności i nawyków, które tam nabyła. To tacy ludzie, a w tym kobiety z wyższych sfer uczestniczą w koedukacyjnych przyjęciach, ale są to imprezy organizowane przez cudzoziemców na zamkniętych osiedlach mieszkaniowych czy w ambasadach za wysokim czterometrowym murem, gdzie wszyscy mogą czuć się swobodnie. W takich miejscach i w takim towarzystwie widziałam Arabki pijące alkohol, ale poza nimi to nigdzie indziej.

arabski-maz

Idealny kraj do życia?

Kiedyś myślałam o tym, żeby kupić malutki domek w Tunezji, bo uwielbiam ten niezwykły, bardzo przyjazny dla przyjezdnych kraj. Nawet kiedy przez kraje arabskie przechodziła fala arabskiej wiosny, u nich była to jaśminowa rewolucja w białych rękawiczkach. W Tunezji przewrót przeszedł bardzo delikatnie i prawie bezkrwawo, jednak później fala terroru i tam dotarła. Wielka szkoda, bo to jest chyba jeden z nielicznych krajów arabskich, w którym demokracja doszła do głosu. Nie dlatego, że ktoś im ten system narzucił – to wybór narodu i doszedł do głosu ich demokratyczny charakter.

A co Pani powie na temat Syrii? Ponoć jest czy raczej była piękna?

Oj, przepiękna! Syrię zjeździłam wzdłuż i wszerz. Jeszcze w 2005 roku, kiedy panował tam pokój i nikomu nawet nie śniło się o wojnie, jeździliśmy całą rodziną z dzieciakami busami, stopem, spaliśmy w hostelach, czy małych tradycyjnych hoteliczkach. Na swej trasie zatrzymaliśmy się w Palmirze – z okien my z mężem widzieliśmy oświetlone nocą starożytne ruiny, a dzieci miały stajnię z wielbłądami, które przez pół nocy karmiły chlebem. Zwiedzaliśmy zabytki sami bez przewodnika, wchodzili wszędzie, gdzie chcieli i nikt nas nie przeganiał, nikt nie krzyczał i nie instruował. Syryjczycy zawsze byli bardzo życzliwi. Byli bardzo dumni ze swojej historycznej schedy, a widząc białych chcieli się pochwalić i sami prowadzili nas w nieznane miejsca. A myśmy szli, bo niczego się nie baliśmy – nawet nie przyszło nam do głowy, żeby się bać. Byliśmy też w zabytkowym Aleppo, z którego dzisiaj już kamień na kamieniu nie pozostał. To miasto wygląda jak nasza Warszawa w 1945 roku. Jakże przykro! Jedyna moja pamiątka z tego miejsca to przepiękna, ręcznie wykonana srebrna biżuteria kupiona za grosze. Ile tam wtedy wypiliśmy herbat przy targowaniu, ile ciastek zjedliśmy! Kiedy pisałam powieść „Arabski mąż” sięgnęłam do własnych pamiątkowych zdjęć i filmów z wyprawy. Potem przez satelitę oglądnęłam jak teraz wygląda Aleppo i płakać się chce. Ale nie mamy co płakać nad zabytkami, płaczmy nad ludźmi.

19424180_10213636863545374_3798050381332760908_n

A z drugiej strony mamy kraj niczym z bajki Emiraty Arabskie, który wygląda niczym wyjęty z Gwiezdnych Wojen.

Jak to mówi Emir ZEA: „Nie ma rzeczy niemożliwych” i tę jego teorię widać w rządzonym przez niego kraju. Ja bym dodała, że przy tak ogromnym dochodzie z ropy, nie ma rzeczy niemożliwych. Dla mnie jest najistotniejsze, że emir chce pieniądze inwestować w państwo, chce, żeby jego obywatele byli bogaci i szczęśliwi, i to jest najważniejsze. Ten niezwykły człowiek ma jakąś wizję, patrzy szerzej na świat, nie ma ograniczających go klapek na oczach, mentalnie nie jest Beduinem z pustyni, choć właśnie z Beduinów się wywodzi. Jest wizjonerem, który chce sięgnąć gwiazd i to mi się w nim bardzo podoba. Z pewnością jego najbliższa rodzina opływa w niewyobrażalne dla zwykłego śmiertelnika dostatki, ale emir, jako dobry władca, chce również ze swojego państwa zrobić bajkę. Coś niesamowitego!  Można powiedzieć, że to komercja, ale warto zobaczyć wszystkie cuda w Emiratach.

Skąd w Polakach bierze się niechęć do uchodźców?

Przykro to mówić, ale na przestrzeni dziejów staliśmy się rasistami. To smutne, bo przecież kiedyś do Polski przyjeżdżały różne nacje, gdyż byliśmy potężnym i bardzo tolerancyjnym narodem. Myślę, że wiąże się to ze strachem i tym, że dajemy sobą manipulować. My się boimy inności, bo po prostu nie znamy kultury, religii czy obyczajów arabskich. Jeżeli ktoś przeczyta moje książki i zobaczy, co Arabowie robią w Państwie Islamskim i kalifacie, to może uogólnić i pomyśleć, że tak zachowują się wszyscy. Dlatego ja co chwilę podkreślam, że akty mordu i terroru są przeprowadzane przez dżihadystów, a to jest minimalny procent całej ludności na tym terytorium. Większość to zwyczajni, dobrzy i zastraszeni ludzie, którym przyszło żyć w najgorszym obecnie miejscu na kuli ziemskiej pod jarzmem fundamentalistów i zbrodniarzy.

W moich dwóch ostatnich powieściach „Arabska krucjata” i Arabski mąż” sama dość ostro krytykuję nie to, że Merkel otworzyła granice, tylko, że zrobiono to „na hurra”. Nie dość, że na początku praktycznie nie sprawdzano dokumentów czy osób, które się wpuszcza, to później uchodźcy wchodzili do Europy bez najmniejszej kontroli. Przecież są służby specjalne, agencje antyterrorystyczne, Interpol, CIA czy MI6, jest biometria, są linie papilarne, cokolwiek. Poza tym w sieci z dwa lata temu pojawiła się informacja, żeby sprawdzać bardzo dokładnie paszporty syryjskie, bo tam na miejscu można „czyściutki” paszport kupić już za 100 -150 dolarów. Przydałaby się taka kontrola. Nawet na wstępnym etapie, kiedy uchodźcy wypływali z Turcji, powinno się sprawdzać, kto chce wjechać do Europy. I tam powinien być ten pierwszy odsiew, żeby Ci ludzie nie płacili grubych tysięcy dolarów za dostanie się do Europy, a następnie by cierpieli u nas upokorzenia lub ostatecznie zostali deportowani z powrotem.

 

tanya_valko

Jak widzi Pani szanse na rozwiązanie problemu uchodźców?

Teraz uchodźcy są u nas, żyją w tragicznych warunkach i są przeważnie niegodnie traktowani, więc kiedy zapanuje pokój na Bliskim Wschodzie, w Iraku i w Syrii, co obecnie zależy od całego świata, od wszystkich sił zjednoczonych, arabskich, europejskich i od Ameryki, to ci nieszczęśliwi ludzie w większości wrócą do siebie. Trzeba jednak będzie przeznaczyć ogromne fundusze, żeby jak najszybciej odbudować te kraje. Jestem święcie przekonana, że gro uchodźców wróci do siebie do domu, żeby odzyskać, to co stracili. Kiedyś mnóstwo zagranicznych firm, w tym polskich, działało w Syrii i Iraku, wielu inżynierów, lekarzy czy nawet arabistów tam pracowało. Znowu te firmy mogą się otworzyć, bo będzie tam szerokie pole do działania. Teraz trzeba będzie zrobić wszystko, żeby zapanował tam pokój. Na Bliskim Wschodzie jest ogromnie niebezpieczne zarzewie, od którego ogień może ogarnąć cały świat. Nie wolno nam myśleć, że to jest daleko i nas nie dotyczy, bo świat stał się obecnie bardzo mały. A uchodźców nie bójmy się, bo to są nieszczęśliwi, doświadczeni przez los ludzie. Jak przeczytacie moją książkę „Arabski mąż” to dowiecie się, przez jaką gehennę muszą przechodzić każdego dnia.

Czemu w polskich mediach straszy się ludzi uchodźcami zapominając, że my też kiedyś uciekaliśmy przed wojną.

Ludzie mają krótką pamięć, ot co! Poza tym w obecnych skomercjalizowanych czasach większość zapomina o człowieczeństwie. Jeżeli jesteśmy chrześcijanami, to nie tylko powinniśmy „klepać zdrowaśki”, bo nie na tym to polega, ale przestrzegać przykazań przekazanych nam w Biblii. Zapomnieliśmy o pomocy, miłosierdziu i miłości do bliźniego, obojętnie czy jest tego samego wyznania jak my czy nie. Mam nadzieję, że Polacy ockną się z tego, nie dadzą sobą manipulować i przestaną się bać. Pomoc i współczucie dla potrzebujących da im więcej niż niejedna pielgrzymka do świętego miejsca – takie czyny dają spokój duszy i zbawienie.

Będzie kolejna książka

Oczywiście że tak, bowiem bez pisania i moich bohaterów czuję w sobie jakąś niewyobrażalną pustkę. Po ukończeniu kolejnej powieści mogę odpocząć miesiąc lub dwa, ale potem już chcę wracać do mojej Marysi czy Darii, do przystojnego Hamida Binladena i okrutnie złego dżihadiego Johna. Moje powieści to moje drugie życie, bo oddaję w nich dużo moich emocji i myśli. Trochę tak, jakbym pisała pamiętnik z własnych przeżyć lub odczuć. W każdej mojej książce zostawiam cząstkę mej duszy.

 

Rozmawiał Tomasz Reich

 

Fotografie: Tomasz Reich/ materiały prasowe

Wiadomości

Warszawa rozważa zawieszenie współfinansowania policji

Rafał Trzaskowski, prezydent m.st. Warszawy zapowiedział, że w przypadku dalszej eskalacji działań policji na ulicach miasta wstrzyma współfinansowanie...

Nowy najemca w The Warsaw HUB

Firma Sol - Millennium wynajęła ponad 400 mkw. w budynku The Warsaw HUB w Warszawie, którego agentem wyłącznym jest JLL.

ASFALTOWANIE NA DOMANIEWSKIEJ. KIEROWCÓW CZEKAJĄ UTRUDNIENIA

Trwa przebudowa ul. Domaniewskiej między ulicami Samochodową a Pęcherską. Odcinek ten od piątku, 27 listopada, od godz. 18 do niedzieli, 29...

Nowe stawki opłat za śmieci od kwietnia

Opłaty za odpady dla mieszkańców Warszawy będą naliczane według ilości zużytej wody od kwietnia 2021 r. Ta...

Wojewoda podał termin oddania Szpitala Południowego

Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł przekazał w czwartek, że powstający na Ursynowie Szpital Południowy zostanie oddany 22 stycznia.

Mieszkania pod inwestycję – 3 lokalizacje, które powinniśmy wziąć pod uwagę w pierwszej kolejności

Zakup mieszkania z rynku pierwotnego z przeznaczeniem pod inwestycję to bardzo dobra lokata kapitału. Należy jednak dobrze przemyśleć jego lokalizację, gdyż jest to...

Polecane

Muzyczni Koneserzy – cykl bezpłatnych wydarzeń w Centrum Praskim Koneser

Centrum Praskie Koneser nie zapomina o warszawskich melomanach. W ramach Artystycznej Jesieni odbywa się szereg wydarzeń prezentujących różne gatunki muzyczne –...

Wydruki zdjęć Warszawy

Przez lata fotografowaliśmy rosnącą panoramę Warszawy. Zebraliśmy pokaźną kolekcję fotografii stolicy, a teraz chcielibyśmy zaoferować najlepsze zdjęcia w postaci wydruków...

Rozpoczyna się Artystyczna Jesień w praskim Koneserze. Kilkaset wydarzeń dla dzieci i dorosłych.

Przed nami Artystyczna Jesień w Centrum Praskim Koneser, podczas której można będzie bezpłatnie uczestniczyć w wielu wydarzeniach. Do końca roku na...

Tulipan House – aplikacja dla najemcy przyszłością biurowców?

Wyobraź sobie, że w poniedziałek rano wchodzisz do biurowca, w którym pracujesz. Co czujesz? Czy jest to miejsce, o którym możesz powiedzieć,...

Zakończyło się Lato Konesera – cykl wakacyjnych imprez kulturalno-rozrywkowego centrum stolicy

Lato Konesera było niezwykle popularne wśród mieszkańców Warszawy i turystów. W ramach cyklu, zorganizowanego na terenie Centrum Praskiego Koneser od początku...

Wolskie Rotundy według Danuty Karsten

Danuta Karsten stworzyła w Warszawie niezwykle spektakularną instalację w Wolskich Rotundach, na terenie byłej gazowni, zatytułowaną „Stałość w ulotności”.