– Pałac Kultury to nasze dziedzictwo urbanistyczne i architektoniczne i nie trzeba się go wstydzić. Trzeba go umiejętnie wpisać w tkankę miejską, a nie go zasłaniać wieżowcami – Bartosz Rozbiewski p.o. dyrektora Biura Architektury i Planowania Przestrzennego. Wyrzucając do kosza plan zagospodarowania uchwalony przez Radę Warszawy w 2010 roku.
Decyzja miasta o ograniczeniu wysokości zabudowy w rejonie Placu Defilad i rezygnacji z wieżowców wywołała burzliwą dyskusję. Dla jednych to krok wstecz, dla innych odważna korekta kursu. Jednak w rzeczywistości to, co dziś przedstawia się jako nowy kierunek, jest w istocie powrotem do planu, który Warszawa miała już dwadzieścia lat temu. Jej autorem był wybitny architekt Michał Borowski, , który pełnił funkcję dyrektora Biura Architektury i Planowania Przestrzennego z czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego.

Borowski zakładał, że centrum stolicy powinno odzyskać swoją przedwojenną, śródmiejską skalę. Jego plan przewidywał zabudowę o wysokości 25–32 metrów z pojedynczymi nieco wyższymi akcentami. Miała powstać klasyczna miejska struktura, oparta na odbudowie siatki dawnych ulic, zwartej zabudowie kwartałowej i mieszanym programie: kulturze, usługach, biurach i mieszkaniach. Celem nie było ściganie się z Pałacem Kultury, ale zbudowanie takiego otoczenia, które zmniejszy optyczną dominację PKiN poprzez ramowanie go odpowiednią architekturą. To była wizja europejskiego centrum miasta: eleganckiego, uporządkowanego, funkcjonalnego, a przede wszystkim ludzkiego w skali.

Plan ten jednak trafił do kosza po zmianie władzy w ratuszu. Hanna Gronkiewicz-Waltz jasno mówiła, że grunty w centrum Warszawy są zbyt cenne, by przeznaczać je pod niską zabudowę. Jej zdaniem tak prestiżowa lokalizacja powinna generować maksymalny potencjał inwestycyjny, a to oznaczało otwarcie drogi dla wysokościowców, intensywnych funkcji i komercyjnych dominant. To wówczas wizja Borowskiego została uznana za zbyt zachowawczą, a Warszawa zaczęła flirtować z pomysłami na wieżowe „dowartościowanie” Placu Defilad.
Kaskadowe obniżanie zabudowy w kierunku Marszałkowskiej – plan miejskich urzędników z 2010 r
W 2010 roku Rada Miasta uchwaliła nowy plan zagospodarowania Placu Defilad. Zakładał on m.in. budowę trzech wieżowców od strony ulicy Emilii Plater, o wysokości sięgającej nawet 245 metrów. Pozostała zabudowa miała być znacznie niższa, a w planie przewidziano odtworzenie siatki przedwojennych ulic. Niską zabudowę planowano od strony Alej Jerozolimskich oraz ulicy Marszałkowskiej. Projekt częściowo uwzględniał pomysły urbanistów z Forum Rozwoju Warszawy, którzy przedstawili racjonalny plan zagospodarowania terenów wokół PKiN.
PPo latach sporów, konkursów, zmian koncepcji i niezrealizowanych projektów miasto wraca jednak do tego, co proponowano już na początku XXI wieku. Obecne założenia – brak wieżowców, średnia wysokość zabudowy, silne uporządkowanie przestrzeni, podkreślenie miejskiej skali i odbudowa dawnych osi komunikacyjnych – są niemal lustrzanym odbiciem planów Borowskiego. To przewrotny paradoks: rozwiązania uznane kiedyś za nieopłacalne i zbyt mało „metropolitalne” dziś stają się podstawą myślenia o nowym centrum.
Nowy plan zagospodarowania nie buduje więc niczego od zera. Raczej odgrzewa ideę, która czekała na polityczne i urbanistyczne dojrzewanie. Po latach, które upłynęły na próbie ułożenia centrum z wieżowców, Warszawa ponownie wybiera model bardziej europejski niż amerykański, bardziej miejski niż korporacyjny. W zamian za spektakularną wysokość miasto stawia dziś na spójność, przewidywalność i jakość przestrzeni.
Dyskusja o wysokości zabudowy jest w gruncie rzeczy dyskusją o tożsamości stolicy: czy centrum Warszawy ma być gęstym klastrem wieżowców czy elegancką, klarowną strukturą opartą na siatce ulic, logicznej skali i przestrzeniach publicznych, które odzyskują swoją rangę. Niezależnie od opinii jedna rzecz jest pewna: kierunek, w którym idzie dziś Warszawa, nie jest żadną rewolucją. To powrót do koncepcji, którą forsowali urbaniści związani z Lechem Kaczyńskim. Tomasz Reich
Zdjęcia UM Warszawa, T. Reich








