SERWIS O ŻYCIU W PRZESTRZENI MIEJSKIEJ I ARCHITEKTURZE

REDAKCJA

REKLAMA

Pokazać prawdziwy prawy brzeg – wywiad

Strona główna Promobaner Pokazać prawdziwy prawy brzeg – wywiad

Rozmowa z Martyną, Karolem i Jarkiem, czyli Praską Ferajną – przewodnikami po prawym brzegu stolicy.

Jak z Waszej perspektywy zmienia się Praga Północ na przestrzeni ostatnich lat?

Martyna: Widać sporo zmian, dużo dała perspektywa budowy metra, pojawili się inwestorzy, wyremontowano wiele kamienic, ale to dalej kropla w morzu potrzeb Pragi. Większość kamienic jest w opłakanym stanie, mieszkańcy nie mają nawet centralnego ogrzewania.
Bardzo mi się podoba trasa rekreacyjna, która powstała nad Wisłą i „Poniatówka”, która jest czymś, czego może nam pozazdrościć niejedna stolica europejska.
Na pewno widać, że na Pragę przyjeżdża coraz więcej ludzi z innych dzielnic Warszawy, żeby ją poznać, posiedzieć w jedynych w swoim rodzaju knajpkach praskich czy pobawić się w lokalnych klubach.
Karol: Z jednej strony przybywa fajnych miejsc do pójścia wieczorem, z drugiej – ubywa zabytków. W pewnym momencie na Pradze zaczęło się tzw. gacenie, czyli oblepianie styropianem. Przypomina to tkankę tłuszczową: pożyteczna na blokowiskach, w pewnych miejscach pojawiać się jednak nie powinna, by nie zacierać szlachetnych proporcji brył. Choćby na Pradze II parę frapujących elewacji w całości lub części zniszczono.
Jarek: Dodam jeszcze, że znikają galerie, znikają też fajne lokale z praskim, alternatywnym charakterem (np. Pawiarnia, Projekt, Lucyfer, Saturator, Winowajca, Entropia) lub zmieniają się na znacznie mniej fajne na skutek różnych czynników (Po Drugiej Stronie Lustra, Sen Pszczoły, Dekoteria). Pojawiają się też nowe lokale, ale najczęściej są z charakteru raczej lewobrzeżne, czyli bez luzu, za to z blichtrem, obliczone na tych turystów, którzy się z miejscowymi bratać absolutnie nie chcą, co jest przejawem nadchodzącej gentryfikacji dzielnicy. Ciekawe miejsca stają się często niedostępne – pojawiają się domofony, ogrodzenia.

Czy macie swoje ulubione miejsca prawobrzeżnej Warszawy?

Martyna: Wychowałam się na Targówku, ten przedwojenny został właściwie zmieciony z powierzchni ziemi w latach 70. pod budowę osiedla, ale zachowały się pojedyncze jednoizbowe domki, drewniaki, kamieniczki, kocie łby, przedwojenne tabliczki adresowe, a nawet willa z 1935 roku. Ta mieszanka jest niesamowita. Jako nastolatka uwielbiałam odkrywać te pochowane, tajemnicze miejsca. Chyba już na zawsze ta część Warszawy będzie najbliższa mojemu sercu.
Karol: Jest na wysokości Saskiej Kępy taka duża piaszczysta plaża – dość daleko od mostów i centrum, żeby być namiastką Zegrza, a dość blisko, żeby można tam było iść choćby i piechotą (ale tutaj nie powiem którędy). Miejsc jest wiele, podoba mi się to, że natura i kultura nie są zbytnio oddalone w przestrzeni, na przykład w Rembertowie jest wciąż Warszawa, a jednak na tyłach ulic zaczynają się lasy.
Jarek: Dla mnie to oczywiście Nowa Praga, choć wolałbym, aby na Inżynierską czy Wileńską wraz z zakończeniem budowy metra wróciły takie lokale, jakie były tam wcześniej – ale obawiam się, że dzielnica będzie wolała wynajmować lokale bankom i sieciówkom.

Jaka jest myśl przewodnia waszego projektu Praska Ferajna?

Martyna: Ostatnio miałam spacer po Pradze z gimnazjalistami z Ursynowa, którzy w tej dzielnicy byli tylko przy okazji wycieczki do ZOO. Po to właśnie jest Praska Ferajna, żeby ludzie mieli okazję poznać tę niesamowitą dzielnicę, jej historię, jej zakamarki. Dużą wagę przywiązujemy do walki ze stereotypem, że Praga Północ jest najniebezpieczniejszą dzielnicą Warszawy i że nie warto tam jeździć.
Karol: Chcemy robić wycieczki takie, na jakie sami byśmy chętnie poszli. Cała idea tego, co robimy i chcemy robić, zawarta jest w nazwie. Zwłaszcza jej drugi człon niejedno konotuje.
Jarek: Pokazać prawdziwy prawy brzeg – bez stereotypów, mówić o praskich sprawach zapomnianych nawet przez miejscowych, a przez przewodniki ogólnowarszawskie przedstawianych często błędnie lub powierzchownie czy ze zbyt daleko idącymi uproszczeniami i przemilczeniami

Specjalizujecie się w spacerach tematycznych. Skąd bierzecie pomysły?

Martyna: Każdy z nas ma swój krąg zainteresowań. Ja lubię tematy żydowskie, kulturowe, konikiem Karola jest architektura, a Jarek uwielbia Nową Pragę. Staramy się, żeby każdy z nas mógł się wykazać w tym, w czym czuje się najlepiej. Czasami tematy nasuwają się same, rocznica czy postać mogą być inspiracją do stworzenia całej trasy spaceru.
Karol: Jak mówił bohater „Hydrozagadki”: „w młodości nad nauki ścisłe przedkładałem piękno”. Lubię, gdy mówią do mnie budynki, ale fajne jest też to, że dobra wycieczka chce być interdyscyplinarna. Gdy mowa o architekturze, pojawia się ideologia za nią stojąca oraz sylwetki architektów – te znowu odsyłają do epoki, która okazuje się epoką historyczną i tak dalej, i tak dalej. Stosunkowo łatwo można miejsca, fakty, zjawiska układać według coraz to nowego klucza. To trochę jak bycie didżejem – składa się własną narrację z kawałków cudzych opowieści.
Jarek: Czasem odkrycie czegoś, czego się samemu nie wiedziało, staje się zalążkiem spaceru. Poza spacerami tematycznymi staram się jednak w swoich pokazywać całościowo jakiś fragment miasta z jego historią.

Jak duże jest zainteresowanie Waszą ofertą? Czy oprowadzacie również zagranicznych turystów?

Martyna: Zainteresowanie naszymi spacerami przerosło nasze oczekiwania. Zdarza się, że przychodzi 80 osób.
Praska Ferajna nie miała jeszcze okazji gościć zagranicznych turystów, ale wszystko przed nami. Na pełnych obrotach działamy dopiero 4 miesiące. Na co dzień oczywiście oprowadzamy zagranicznych turystów, przy różnych okazjach. Zawsze polecamy wspólne przejście się ulicami Pragi, żeby goście mieli okazję zobaczyć, jak Warszawa wyglądała przed wojną. Amerykanom bardzo podobają się obdrapane kamienice, uważają, że nie powinniśmy ich remontować, tylko zostawić tak jak jest, jako swego rodzaju skansen.
Karol: Spojrzenie obcokrajowców na Warszawę potrafi zaskakiwać, co bardzo sobie cenimy. Planujemy przygotowanie strony internetowej, tak żeby ogłosić urbi et orbi, że oprowadzamy też na zamówienie i mówimy językami.

W moim odczuciu konkurencja w środowisku przewodnickim w Warszawie jest ogromna. Jak Wy to oceniacie? Co robicie, by się wyróżniać?

Martyna: Fakt, konkurencja jest spora, działa wiele biur podróży, jest też wielu indywidualnych przewodników. Co robimy, żeby się wyróżniać? Po prostu jesteśmy sobą. Uwielbiamy prawy brzeg, uważamy, że za mało się go pokazuje. Mogę też śmiało powiedzieć, że niewielu przewodników specjalizuje się w oprowadzaniu po tej części Warszawy. Zdecydowana większość ogranicza się do Starego Miasta i Traktu Królewskiego. Nie jest to oczywiście reguła, bo w ostatnich latach bardzo rozrosła się oferta spacerów weekendowych, co nas niezmiernie cieszy. Warszawiacy chcą poznawać swoje miasto – zarówno Ci rodowici, jak i adoptowani. Lewy brzeg jest już schodzony i poznany, więc zapraszamy na prawy.
Karol: Zgadza się, niewielu przewodników oprowadza regularnie po prawym brzegu. Jest to nisza, choć nisza bardzo rozległa.

Jaka jest Wasza opinia na temat ustawy deregulacyjnej?

Martyna: Moim zdaniem, było to potrzebne, bo mieliśmy naprawdę długą ścieżkę procedur do pokonania, żeby zostać przewodnikiem. W krajach UE jest to dużo prostsze. Można mieć też zarzuty co do wartości merytorycznej kursów przewodnickich, z którymi jest jak z kursem na prawo jazdy – trzeba ukończyć, żeby móc przystąpić do egzaminu państwowego. W moim przypadku bardzo dużo czasu poświęcano na wpajanie samej wiedzy, którą i tak każdy przyswajał sobie sam. Natomiast mało czasu przypadało na nauczenie nas praktycznej strony tego zawodu. Na przykład, jak ustawiać grupę, jak do niej mówić, jak poruszać się po mieście z dużą grupą, jak radzić sobie z bieżącymi problemami. Nie twierdzę, że każdy kurs tak wygląda, tak trafiłam.
Przez deregulację pojawia się jednak problem weryfikacji wiedzy. Niektórzy mówią, że rynek sam pozbędzie się osób, które będą opowiadały turystom głupoty. Jednak fakt jest taki, że zdąży on je opowiedzieć i turysta może wyjechać z Polski z jej obrazem zupełnie odmiennym od prawdziwego.
Karol: Łatwo mogę sobie wyobrazić przewodnika charyzmatycznego i rzutkiego, ale nierzetelnego. Głupstwa, które powie, turyści mogą pamiętać przez wiele lat. Przewodnik to ambasador swojego miasta i kraju, stąd nie powinni to być ludzie przypadkowi. Jakaś weryfikacja przewodników być powinna, mógłby to być obowiązkowy egzamin, bez konieczności chodzenia na kurs. Swoją drogą, kurs wspominam jako najlepszy epizod z całej mojej edukacji. Bardzo ciekawe wykłady, potem oglądanie tego wszystkiego w terenie. Osób, które bardzo sobie chwalą, jest – z tego, co wiem – większość.
Jarek: Każdy, kto miał choć odrobinę do czynienia z równaniami równowagi opisującymi nieco dokładniej funkcjonowanie wolnego rynku, wie, że są rodzaje działalności bardzo trudno weryfikowalne (np. telesklepy z jednym rodzajem towaru, które stosują metodę naciągnąć frajera jak najbardziej się da, bo on i tak nigdy drugi raz u nas nie kupi). Podobnie jakość usług przewodnickich nie bardzo da się weryfikować, bo szkoła z np. Wrocławia wysyła klasę na wycieczkę do Warszawy raz w roku i jeśli przewodnik się nie sprawdzi, to go owszem więcej nie wezmą, ale on sobie znajdzie kolejnych go nieznających i tak będzie funkcjonował latami. Oczywiście zdanie egzaminu (nie tylko z wiedzy, lecz także umiejętności ciekawego opowiadania, metodyki prowadzenia grupy, z radzenia sobie w trudnych sytuacjach, odpowiadania na kłopotliwe pytania) nie zagwarantuje wysokiej jakości usług przewodnickich, ale zwiększy znacznie statystycznie ich jakość. Dokładnie tak samo jak istnienie policji nie likwiduje przestępczości, ale znacznie ją ogranicza. Egzaminy przewodnickie powinny być dużo trudniejsze i w ogóle inne niż dotychczas, ale częste i darmowe, poza tym bez obowiązku uczestnictwa w kursach, zaś licencje powinny być obowiązkowe – przynajmniej dla tych, którzy oprowadzają szkoły i turystów zza granicy. Mamy bowiem zbyt skomplikowaną historię, by narażać się na to, że przewodnik nie poradzi sobie z zaskakującymi pytaniami ludzi niekoniecznie nam przychylnych. Zdarza się, że Niemcy z oburzeniem mówią o naszych oddziałach konspiracyjnych z okresu okupacji: „nie nosili mundurów, a to wbrew konwencji genewskiej”. Można podać mnóstwo przykładów pytań dla nas kuriozalnych, ale potrafiących spowodować, że przewodnik zapomni języka w gębie.

Co sprawiło, że postanowiliście zostać przewodnikami?

Martyna: Zawsze byłam dzieckiem, które zadawało dużo pytań. Jak wspominałam, wychowałam się na Targówku, blisko cmentarza. Spacerując z rodzicami po Starym Mieście, pytałam: skoro to była cała Warszawa, to gdzie jest cmentarz? Później, na wycieczkach szkolnych, zawsze stałam najbliżej przewodnika, żeby wszystko słyszeć. Nie jestem w stanie stwierdzić, co konkretnie pchnęło mnie na kurs przewodnika. Miłość do stolicy, chęć podzielenia się moimi spostrzeżeniami z innymi, a może po prostu miałam za dużo wolnego czasu na studiach. Do dzisiaj mam w sobie taką dziecięcą ciekawość – chcę wszystko wiedzieć i móc się tym podzielić z innymi.
Karol: Zawsze lubiłem opowiadać, ekscytowało mnie pokazywanie historii mojego kraju i miasta obcokrajowcom. Opowiadałem znajomym o konfederacji warszawskiej, dymitriadach, formach spędzania czasu wolnego przez szlachtę w osiemnastym wieku. Kilka razy byłem na wycieczkach po Warszawie i Polsce ze znajomymi i ci zawsze chwalili moje opowieści. Jest takie chińskie przysłowie: „rób to, co lubisz, nie będziesz musiał pracować” – miałem je na uwadze, idąc na kurs.
Jarek: Warszawą interesowałem się chyba już od piątego roku życia, gdy zacząłem samodzielnie używać gramofonu, a moją ulubioną płytą od tych czasów aż do dziś są Zakazane piosenki Orkiestry z Chmielnej. Jednak zainteresowania moje ograniczały się do skupowania książek i pobieżnych lektur. W końcu tylko dla uporządkowania, usystematyzowania i pogłębienia wiedzy poszedłem na kurs, choć nie zamierzałem nikogo oprowadzać. Potem jednak ktoś poprosił, żeby coś tam zrobić grzecznościowo raz i drugi i tak to się rozkręciło, bo mam chęć dzielenia się z ludźmi informacjami, które uważam za ciekawe, a oni chcą tego słuchać.

Co cechuje dobrego przewodnika?

Martyna: Wiedza, którą potrafi przekazać. A nie każdy się do tego nadaje. Przypomnijcie sobie swoich wykładowców na studiach. Niektórzy byli w stanie zamienić najnudniejszy temat w najbardziej fascynujące zajęcia na roku. Pozytywna energia i pasja, którą przewodnik zarazi każdego słuchacza. Na pewno przydają się poczucie humoru, łatwość nawiązania kontaktu z grupą i bardzo ważne – umiejętność improwizacji. Nie chodzi mi o wymyślanie historyjek, wiedza przewodnika musi być rzetelna i sprawdzona, ale o umiejętność wykorzystania przypadkowych sytuacji dla urozmaicenia wycieczki. Może to być nowy napis na murze, zmiana w otoczeniu czy przechodzień, który włączy się w dyskusję podczas spaceru i powie coś kontrowersyjnego – trzeba sobie radzić.
Karol: Do tego wszystkiego bardzo wskazana jest pewna dyspozycja duchowa: na wycieczkę idą turyści, a ja idę na wycieczkę razem z nimi. Wspólnie odkrywamy miejsca i historie. O takie nastawienie jest oczywiście trudniej w sytuacji, gdy wchodzi się np. na plac Zamkowy po raz trzechsetny. Jednak i na to jest sposób, wystarczy czytać kolejne książki – powieści, biografie, poezję. Można wtedy zachować świeżość spojrzenia, nastawienie, o którym wspomniałem, i na pewno nie grozi wówczas słynne „recytowanie formułek”.
Jarek: Pasja, zaangażowanie, a przede wszystkim miłość – nie wyobrażam sobie oprowadzania po mieście, które może się i zna, ale którego się nie kocha naprawdę. Chęć dzielenia się wiedzą, umiejętność zarażania ciekawością do miejsc oraz miłością do miasta, dar interesującego, dowcipnego oraz całościowego przekazywania tego, co się wie, oraz umiejętnego omijania tematów, których się nie lubi. Ważna też jest umiejętność odbierania tego, co czują oprowadzani ludzie.

Jakich rad udzielilibyście początkującym przewodnikom miejskim?

Martyna: Parę razy zdarzyło mi się obserwować debiutujących przewodników i powiem tak: spokojnie! Nic się nie stanie, jak nie powiecie daty dziennej zdarzenia, zapomnicie kilku faktów z życia jakiejś postaci czy gdy coś pójdzie inaczej niż sobie zaplanowaliście. Na początku starałam sobie zawsze wszystko przygotować, wytyczyć trasę, a tu w dzień wycieczki są roboty drogowe albo jakiś protest. Turyści są w stanie wiele wybaczyć, ważne, żeby podejść do tematu z uśmiechem. I jeszcze jedno – warto nosić przy sobie mapę papierową, urządzenia są zawodne.
Karol: Jeśli coś wydaje się wam szczególnie interesujące, to pogłębiajcie te zainteresowania. Na wycieczce nie trzeba opowiadać tak, jak robi to podręcznik do historii. Jeśli ktoś lubi balet, to niech opowiada o balecie, jaki urządzili Wazowie na Zamku Królewskim. Można przy tym nawet zatańczyć, jeśli się potrafi. Warto nawiązywać kontakt z grupą – zadawać zagadki, pytać o opinie. Należy się cieszyć z każdego usłyszanego pytania – ono świadczy o zainteresowaniu i daje urozmaicenie. Jeśli nie zna się odpowiedzi, należy coś odrzec choćby ogólnikowo, czyli samemu na poczekaniu zrozumieć i się tym rozumieniem podzielić z turystą. Np. jesli ktoś zapyta, co to za element dekoracyjny budynku, i się zgodnie z prawdą odpowie, że to zaczerpnięte z antyku, bo kościół jest klasycystyczny – to już jakaś odpowiedź. Jeśli się naprawdę nie wie – przeprosić i się przyznać, a w domu przysiąść. Tak, żeby później wiedzieć, że jeśli nie wiem, to pytanie było naprawdę trudne i nie trzeba się załamywać.
Jarek: Miłości na rozkaz nie ma, ale po prostu kochajcie miasto, bo je kochacie, poznawanie go jest przyjemnością. Reszta to technika, której się można nauczyć. Nawet jeśli macie mało czasu, warto kosztem szczegółów przedstawić, jak opisywana rzecz ma się do swojego kontekstu. Np. jeśli mówimy, że budynek Cedergrenu (późniejsza PASTa) był najwyższą budowlą świecką zachodniej półkuli, to warto sprecyzować, że były wtedy wyższe od niego wieże kościelne i to, że palmę pierwszeństwa dzierżył bardzo krótko.

Rozmawiała Dorota Tomczak

O rozmówcach:

Praska Ferajna
Wychowani po prawej stronie Wisły – serca mamy po stronie lewej, wątroby po prawej, oddychamy obydwoma płucami. Jako przewodnicy po Warszawie mamy i szkiełko, i oko. Pasja jest tym, do czego doprowadza nas Warszawa.

Martyna
Wychowałam się na Targówku, sama na lewą stronę Wisły zaczęłam jeździć dopiero do liceum, na Wolę. I tak po kawałku poznawałam miasto, aż zostałam przewodnikiem. Na lewym brzegu jest za sztywno i zdecydowanie lepiej się czuję, spacerując po praskich ulicach, zaglądając na podwórka lub pijąc kawę na Ząbkowskiej.

Karol
Niegdysiejsza pustynia gocławskiego blokowiska zmuszała mnie do wyprawiania się do szkół, kupców bławatnych, wreszcie urzędów i knajp w inne rejony prawobrzeżnej Warszawy. Okolice Różyca, które dla kilkulatka były dziwne i nieledwie przerażające, większe dziecko chłonęło jak opowieść o Warszawie przedwojennej. Aż nasiąknąłem tym klimatem tak bardzo, że zacząłem odreagowywać, opowiadając.

Jarek Spacerolog Praski
Od przedszkola wychowywałem się na pierwszych dwu płytach Orkiestry z Chmielnej, a potem na cosobotnich „Warszawskich pożegnaniach” Jerzego Kasprzyckiego w Życiu Warszawy, które czytywałem już od wczesnej podstawówki. Najbardziej kocham Warszawę przedwojenną i dziewiętnastowieczną. Nad Stare Miasto, Żoliborz czy Saską Kępę przedkładam „charakterne” dzielnice, szczególnie te prawobrzeżne jak Praga, Kamionek albo Targówek, a z lewobrzeżnych – Powiśle, Wolę oraz Czerniaków. We wszystkim doszukuję się humorystycznego aspektu, dlatego uwielbiam Wiecha i bon-moty króla warszawskiej cyganerii, Franca Fiszera.

SONY DSC  P1910454 JK na Bródniie DSH

Wiadomości

Blok dla mieszkańców i inwestorów na Witolinie

Warszawski deweloper, firma Profbud rozpoczęła sprzedaż nowej inwestycji, zlokalizowanej przy ulicy Marii Rodziewiczówny na warszawskim Witolinie. Osiedle Symbio City Live &...

Rodzaje VPN-ów i ich wykorzystanie

Nie każdy wie, że VPN to nie jest pojedyncze rozwiązanie, ale cała ich grupa i poszczególne typy VPN-ów mają...

Bolt: Kobiety będą wozić kierowczynie.

Bolt, w ramach działań mających na celu podnoszenie komfortu i bezpieczeństwa w przejazdach taksówkami, uruchamia dzisiaj kategorię “Kobiety dla kobiet”. Nowa opcja przejazdów...

Wiecha na szczycie budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

U stóp Pałacu Kultury i Nauki powstaje nowa siedziba Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Końca dobiegły prace przy...

Koniec asfaltowej autostrady na Kruczej coraz bliżej!

Ul. Krucza całkowicie się zmieni. Po środku ulicy powstanie szeroki pieszy pasaż wśród zieleni, a ruch kołowy zostanie uspokojony i skierowany...

Colliers skomercjalizuje warszawskie P4

Colliers została odpowiedzialna za komercjalizację biurowca P4 przy ul. Postępu 4 na warszawskim Mokotowie.  Budynek oferuje łącznie...

Polecane

Festiwalowe Lato Konesera czas start! Magnetyczne wydarzenia na Pradze przez całe wakacje

Sześć intrygujących festiwali, wspaniałe wystawy, spektakle teatralne, warsztaty i dziesiątki innych wydarzeń. Tak w telegraficznym skrócie wygląda harmonogram Festiwalowego Lata Konesera. Podczas...

Skąd się wziął Pałac Kultury i Nauki?

Pałac Kultury i Nauki jaki jest, każdy widzi. Jedni nazywają go radzieckim stemplem, wypalonym siłą na polskiej ziemi symbolem dominacji wrogiego...

Trzecia edycja największego targu roślin doniczkowych w Warszawie! 23-24 kwietnia 2022

W najbliższy weekend w Koneserze odbędzie się kolejna edycja największego targu roślin doniczkowych w Polsce. Po raz trzeci wydarzenie zawita do...

“WARSZAWSKIE NOCE I DNIE” WYSTAWA BY HASHTAGALEK

Od 9 kwietnia w woonerfie Haberbuscha i Schielego na terenie Browarów Warszawskich możecie podziwiać wystawę "WARSZAWSKIE NOCE I DNIE" autorstwa Aleksandra...

X edycja Biegu Na Szczyt Rondo 1 w randze Mistrzostw Europy!

Już 21 maja do warszawskiego biurowca Rondo 1 ponownie zawitają najlepsi biegacze po schodach z Polski i Europy. Bieg Na...

Miasto Moje – osiedle zaprojektowane z myślą o rodzinach

Białołęka należy obecnie do najprężniej rozwijających się dzielnic stolicy. Powstaje tu wiele inwestycji mieszkaniowych, a w tym Miasto ...